- Otwarcie Szkoły Suzuki i uczenie tą metodą stało się dla mnie koniecznością, gdy zrozumiałam, że system muzycznego szkolnictwa państwowego krzywdzi wiele dzieci, które mogłyby grać na skrzypcach i robiłyby to zapewne znakomicie, gdyby dać im więcej czasu i pozwolić rozwijać się w ich własnym tempie - mówi Elżbieta Węgrzyn. Krośnianka prowadzi w Tychach pierwszą w Polsce szkołę, w której gry na skrzypcach uczy według metody Japończyka Sinichi Suzuki.
W jej szkole bracia Golcowie, Paweł i Łukasz, stają w rzędzie wraz z innymi rodzicami i rozgryzają z dziećmi trudności gry na skrzypcach. - Grają na co dzień na instrumentach dętych, więc skrzypce są dla nich prawdopodobnie tak nowe i trudne, jak dla mnie trąbka czy puzon - śmieje się Elżbieta Węgrzyn.
Zwykle na lekcje przychodzą mamy. - Pani Edyta jest muzykiem, a do tego skrzypaczką i altowiolistką, więc może świadomie pomóc swojemu dziecku. Ale fakt, że pani Kasia nie gra na żadnym instrumencie, wcale nie przeszkadza jej córce w nauce. Chodzi o to, aby dzieci widziały, że to nie tylko one mają problem z zagraniem czegoś, że mamie czy tacie też to nie wychodzi - wyjaśnia Elżbieta Węgrzyn.
Skrzypaczka, która liceum muzyczne ukończyła w Krakowie w klasie prof. Antoniego Cofalika, a jako studentka Akademii Muzycznej w Krakowie pozostawała pod opieką artystyczną prof. Kai Danczowskiej, podkreśla, że obecność rodzica na lekcjach skrzypiec oraz jego udział w domowym ćwiczeniu jest nie do przecenienia.
Zdaniem pani Elżbiety praca dziecka z mamą czy tatą to także budowanie szacunku rodzica do dziecka. - Na początku nauki rodzice myślą: "Zapiszę go na skrzypce, będzie się uczył". Stopniowo ulega to modyfikacji i rodzic zaczyna myśleć: "Chodzimy na skrzypce, uczymy się". Za jakiś czas: "Jak on to robi, dlaczego mnie, przecież jestem dorosły, mądry, doświadczony, to nie wychodzi? Muszę poćwiczyć". I ostatecznie: "Naucz mnie, jesteś lepszy, jesteś dobry w tym, co robisz". Czy to nie znakomite pole do budowania szacunku rodzica do dziecka? - pyta pani pedagog.
Pani Elżbieta jest przekonana, że nauka gry na skrzypcach w wieku przedszkolnym znakomicie wpływa na rozwój wielu zdolności i umiejętności, uczy też świadomości własnego ciała, samokontroli, a także dyscypliny i... pokory. - Wyrabia umiejętność organizacji czasu pracy. Pracujemy nad jakimś utworem, ale też nad własnymi słabościami. Wszystko to przydaje się w dorosłym życiu. I świadomość, że tego właśnie uczę, jest niezwykła - opowiada z pasją pani profesor.
Najbardziej pasjonująca w nauczaniu jest dla niej świadomość, że każda jej uwaga, proś­ba o zrobienie czegoś, powoduje, iż dziecko staje się sprawniejsze, bystrzejsze, bo coś przeżyło, dostrzegło, zrozumiało, poczuło. - Może brzmi to dość wyniośle czy dumnie, ale uważam, że mój kontakt z nim jest dla niego cenny i to na różnych płaszczyznach - przyznaje pani Elżbieta. Dodaje, że nauka gry na skrzypcach dziecka dwuletniego jest jak nauka trzymania widelca czy wiązanie buta. - Uczymy się tego na całe życie i nigdy nie zapomnimy. To zupełnie inny sposób przyswajania umiejętności niż w przypadku dziecka 10-letniego - podkreśla pani Elżbieta.
Większość jej uczniów osiąga później znakomite wyniki w szkołach, odnosi sukcesy na ogólnopolskich przesłuchaniach i konkursach. - I bynajmniej nie są to dzieci, o których mówiło się na początku nauki, że są wybitne. Cóż można powiedzieć o 2-, 3-, 4-latku, który przychodzi na pierwszą lekcję, wtulony w spódnicę mamy i który pierwszy kontakt werbalny z nauczycielem nawiązuje dopiero po dwóch miesiącach? Czy to jest dziecko zdolne, wybitnie zdolne, niezdolne? W swojej pracy nie stosuję takiego podziału. Pani Elżbieta od dzieciństwa marzyła o tym, by być nauczycielką gry na skrzypcach. - Pamiętam pierwsze wrażenie z pierwszej lekcji skrzypiec u profesora Jana Rysza z Jasła. Pomyślałam wtedy, że ja też będę kiedyś siedzieć przy biurku i uczyć. I choć okazało się, że uczenie gry na skrzypcach nie polega na siedzeniu za biurkiem, marzenie to towarzyszyło mi od zawsze - mówi Elżbieta.
Już jako uczennica pomagała w ćwiczeniach koleżankom i kolegom. - Pasje tak łatwo nie mijają - mówi skrzypaczka, która wiele podróżowała koncertując po Europie i Japonii z orkiestrami Capella Cracoviensis, Sinfonietta Cracovia oraz z R adiową Orkiestrą Symfoniczną. Zanim powstała Szkoła Suzuki, pani Elżbieta pięć lat uczyła, ze znakomitymi wynikami, w Państwowej Szkole Muzycznej I st. w Tychach. - Zrozumiałam jednak, że system muzycznego szkolnictwa
państwowego krzywdzi wiele dzieci, które mogłyby grać na skrzypcach i robiłyby to zapewne znakomicie, gdyby dać im więcej czasu i pozwolić rozwijać się w ich własnym tempie. Poczułam wtedy, że uczestniczę w tej niesprawiedliwości, że nie mam szansy inaczej traktować dzieci, którym nie wychodzi gra na skrzypcach, że nie mogę im dać radości z grania, ponieważ wymagania są dla nich zbyt wyśrubowane; one nie są w stanie przyswoić odpowiedniego materiału w odpowiednim czasie na odpowiednim poziomie. Na radość z muzykowania nie zostaje już czasu ani chęci. Otwarcie Szkoły Suzuki i uczenie tą metodą stało się dla mnie koniecznością - mówi Elżbieta.
Jednak wszystko zaczęło się jeszcze przed ukończeniem studiów. Tytuł pracy dyplomowej pani Elżbiety brzmiał: "Fenomen cudownego dziecka. Studium analityczno-psychologiczne na przykładzie W.A. Mozarta". - Grzebiąc w książkach, artykułach, nagraniach, życiorysach nie mogłam nie natrafić na artykuł Emila Górskiego, będący podsumowaniem koncertu grupy japońskich Dzieci Suzuki w Filharmonii Narodowej w 1981 roku, a zamieszczony w "Ruchu Muzycznym". Nie przyszło mi jeszcze wtedy do głowy, że będę kiedyś mogła uczyć gry na skrzypcach metodą Suzuki. Pomyślałam tylko, że szkoda, że ja sama nie mogłam zacząć się uczyć w tak młodym wieku, jak ci Japończycy i że coś mnie ominęło.
Pani Elżbieta przyznaje, że o wychowankach gry na skrzypcach według metody Japończyka Sinichi Suzuki, znaną w Polsce i na świecie jako Metoda Suzuki (nazwa Suzuki Method™ jest zarejestrowanym znakiem handlowym) słyszało się niestworzone historie. - Że to tylko Japończycy tak mogą, że ćwiczą po 10 godzin na dobę w wieku kilku lat, że nie chodzą do szkoły, tylko grają i grają, że małe dzieci są zmuszane do grania, i w końcu, że grają jak maszyny, jak roboty. Po latach wszystko to okazało się nieprawdą - zapewnia pani Elżbieta. Wyjaśnia, że celem tego sposobu nauczania nie jest wykształcenie zastępu cudownych dzieci, które będą zachwycać swymi niezwykłymi umiejętnościami w młodym wieku. - Często jednak metoda jest z nimi kojarzona, bo bywa, że efekty przechodzą najśmielsze oczekiwania. Suzuki chciał, aby gra na skrzypcach wspomagała wszechstronny rozwój dzieci i ze swojej praktyki widzę, że tak się dzieje: moi uczniowie to dzieci i młodzież o znakomicie rozwiniętej pamięci, potrafiące się skoncentrować na zawołanie, umiejące znaleźć wyjście z każdej sytuacji, a przede wszystkim dzieci, które znakomicie znajdują się na scenie i w sytuacjach stresowych - zaznacza pani Elżbieta.
Początkowo tylko pani Elżbieta uczyła w Tychach gry na skrzypcach metodą Suzuki. Dzisiaj zatrudnia w swojej szkole kilku nauczycieli.
Pracuje nad uruchomieniem Fundacji Polskie Dzieci Suzuki oraz nad pozyskaniem środków z Unii Europejskiej na budowę lub na kupno budynku dla Szkoły Suzuki i Fundacji. - Te działania wykraczają już bardzo poza kompetencje skrzypka i nauczyciela, i przyznam: przerastają mnie. Chciałabym zająć się tylko uczeniem! Przydałby się menedżer - wzdycha pani pedagog i marzy o tym, aby i jej przydarzyła się historia taka, jaka miała miejsce w Danii, w Kopenhadze, gdzie na jednym z koncertów Dzieci Suzuki pojawił się człowiek, który zachwycony grą dzieci i ideą kształcenia Metodą Suzuki zasponsorował Instytut Suzuki w Danii wysoką kwotą pieniędzy i sponsoruje go do dziś. - A nie był to Święty Mikołaj - mówi z nadzieją Elżbieta Węgrzyn.
Więcej informacji: www.internationalsuzuki.org, www.suzuki.edu.pl.
JOLANTA VAN GRIEKEN-BARYLANKA
Shinichi Suzuki (1898-1998)
Urodził się w Japonii. Był jednym z najwybitniejszych pedagogów XX wieku. Twórca programowo-metodycznej koncepcji nauczania gry na skrzypcach małych dzieci (począwszy od 3.-4 r. życia) "metodą języka ojczystego". Początkowa nauka, prowadzona indywidualnie i grupowo, odbywa się bez użycia nut i naśladuje rozwój umiejętności językowych, m.in. naśladowanie, zachęta, powtarzanie. Metoda Suzuki, stworzona przez skrzypka dla skrzypków, stopniowo przeszła na inne instrumenty: wiolonczelę, fortepian, flet, altówkę, organy, śpiew, gitarę, mandolinę, harfę.

Ania zaczęła się uczyć gry na skrzypcach, gdy miała 2,5 roku. Zdjęcie wykonane na I Tyskich Dniach Suzuki, w styczniu 2008 roku.
Fot. Małgorzata Węgrzyn
Kariera |
Strażnik czasu
Rozmowa. - Mój zawód skłania do refleksji nad upływem czasu, przemijaniem. Mam dystans do wielu spraw i do życia. Często przez okno zakładu obserwuję biegnących ludzi. Nie zdają sobie sprawy, ile czasu poświęcają np. na parkowanie samochodu, |
Czy Pana zawód to spełnienie marzeń, powołanie, czy może chciał Pan robić w życiu coś zupełnie innego?
Kariera |
Wszelkie prognozy na przyszły rok są dość pesymistyczne. Firmy mają upadać częściej niż do tej pory, a na rynku mają utrzymać się tylko najsilniejsi gracze. Wielu Polaków ma stracić
Kariera |
Możliwy powrót na rynek pracy osób wykluczonych społecznie
Gospodarka wrażliwa, nakierowana na zysk |
Trzy lata w przypadku młodego człowieka, który dopiero ukończył szkołę, i pięć lat w przypadku kogoś, kto przez długie lata pracował - taki czas bezrobocia wystarczy, by było niezwykle
Dodaj komentarz:


Wykup dostęp




