Smyki ze smyczkami
Czy widać wodospad? - pyta nauczycielka a młodzi artyści patrząc wzdłuż skrzypiec sprawdzają, czy dłoń odpowiednio trzyma szyjkę instrumentu. Trzyletnia Marta Popiel już wie, że w zgięciu łokcia żyją ludziki, które piją wodę z wodospadu. A jeżeli nadgarstek przylega do pudła, nie spadnie ani kropla i ludziki umierają.
W ten sposób nauczyciele muzyki stosujący tzw. metodę Suzuki przekazują umiejętności gry na skrzypcach. Nauka wbrew pozorom wcale nie jest drakońska.
Mama gra z córką
Podstawowym założeniem metody Suzuki zwanej też metodą języka ojczystego jest twierdzenie, że wszystkie dzieci są jednakowo zdolne, ale ich talent może rozkwitnąć tylko w sprzyjających warunkach. Dając dziecku możliwość gry na instrumencie, wspomagamy rozwój jego wrodzonych zdolności - jakie by one nie były. Dziecko rozwija się muzycznie, manualnie, uczy się koncentracji, obowiązkowości, pracy w grupie. Rozwija swoją pamięć, spostrzegawczość, logiczne myślenie.
Metoda ta różni się od innych dużym zaangażowaniem rodziców. - Trzeba aktywnie uczestniczyć w lekcji, robić notatki, aby potem w domu realizować uwagi nauczyciela. Do mnie należy też organizacja czasu, by w ciągu dnia Milena chciała poćwiczyć - mówi jej mama, Barbara Krawczyk.
- Każdy rodzic najlepiej zna swoje dziecko i wie, jakie stosować formy zachęty.
- Z początku sądziłam, że jest to normalna nauka w systemie nauczyciel-uczeń. A tu okazało się, że rodzice też dostają swoje skrzypce i co najdziwniejsze mają na nich grać. Wpierw to ja wyprzedzałam córkę, ale teraz to Julka mnie uczy. Kiedy próbuje jakiś nowy utwór, ona mówi, "mamo to nie tak" i mi pokazuje. Gdy gramy razem, często pomijam trudniejsze elementy i włączam się, gdy już jest łatwiejszy fragment. Ale jaka jestem z siebie dumna, że potrafię zagrać walca Brahmsa. Metoda ta daje możliwość podarowania dziecku, czegoś, czego dzisiaj wszyscy mamy za mało - czasu - opowiada Agnieszka Siwek.
Badania wskazują, że 2-3-letnia nauka gry metodą Suzuki rozwija inteligencję dziecka o 30 proc.
- Gra na skrzypcach wykorzystywana jest tutaj jako sposób na wszechstronny rozwój osobowości i uzdolnień - podsumowuje Elżbieta Kwas, która propaguje w Tychach japońską metodę.
Nie muszą być muzykami
Najważniejsze, aby rodzicie zrozumieli, że dziecko nie uczy się grać na skrzypcach po to, by zostać sławnym skrzypkiem, lecz po to, aby być lepszym, mądrzejszym człowiekiem. Dzieci te, mimo iż uwielbiają chodzić na lekcje, ćwiczą codziennie w domu, nie zawsze chcą zostać muzykami. Julka pragnie zostać nauczycielką, Milena fryzjerką, a czteroletnia Zuzia po prostu mamą.
Są oczywiście i takie dzieci, które marzą o tym, aby w przyszłości grać na skrzypcach zawodowo. Warto więc wiedzieć, że metoda Suzuki stwarza takie możliwości. Po skończeniu kompletu zeszytów (a jest ich 10) młodzi skrzypkowie mogą studiować na uczelniach muzycznych całego świata. Nie jest więc tak, jak czasem się sądzi, że jest to metoda przeznaczona wyłącznie dla małych dzieci
Rodzice uczących się dzieci, grające maluchy oraz nauczyciele spotykają się na corocznych warsztatach, gdzie jest czas na wspólne muzykowanie, zabawę i wymianę doświadczeń. Kolejną okazją do zjazdu "rodziny Suzuki" z całego kraju będą styczniowe warsztaty w Państwowej Szkole Muzycznej w Tychach. Poprowadzą je Tove Detreköy z Danii oraz Anna Podhajska z Islandii.






Sądy 24-godzinne mogą nie działać z powodu ... recydywistów